khalimah.com

droga do piachu – ramahof كلمات اغنية

من فضلك انتظر...

na pusty żołądek znowu tiger
zagryzam go chesterfieldem light’em
tauryną mózg karmię, kofeina działa już sprawnie
jestem jak bóg, benzen do płuc wjechał fajnie

słońce rozjaśnia powoli horyzont
chorych ludzi rząd maszeruje po pieniądze
najebany alkoholik wini chory rząd
pewna emerytka ponownie nie usiądzie

pozasychane rzygi zdobią chodniki centrum
świt krwi na bluzach i pogubionych zębów
po nocy nerwów zamaskowane pod litrami tanich perfum
oparów tanich piw szerokie spektrum

stada sępów odbywają wrogi lot
mam oddech nierówny na skroni pot
okrutnie serce dudni narasta chłód w nim
dopiero doba bez snu kawa reguluje puls mi

pełne wagony metra wiozą tłum
mordy nadęte, bluzgi przerywają szum
sm-tni, posłuszni jak w kolonii trutni
wczoraj snuli plany ale dziś znowu chuj z tym

muszę być czujny, płonie szlug
chcę wierzyć, że mi to pomaga ale rośnie w głowie huk
jest cicho, klawiatur gwarny stuk
niby rozmawiamy, a nie słychać żadnych słów

windy i pozory wypełniają szklany dom
jedenastą godzinę emanuje monitor
takie miasto, tempo wysokie tętno
bez mety maraton biegniemy, nigdy stop

suplement łykam, znowu czuję moc
do zrobienia nadal mam stos, nadchodzi noc
nigdy cię nie ma, czytam sms od niej
na pewno masz dziwkę, zapomnij o mnie

zapomnę, nim pogasną budowle zimne jak ja
wrócę tam w letargu ponownie za dnia
północ na zegarku, nie wybieram się spać
red bull’e wezmę ze dwa

sunę incognito jak czarny van
jeszcze fajki mam, zaliczam czwarty bar
nie ma żadnych dam tu, setki lajków
zero iq, bez hajsu lepiej wypierdalaj

dalej klub, barman wie co mi wlać
ciasno od skurwysynów, wilgotno od szmat
obcy typ gada, że mnie zna chce ze mną chlać
a ja chętnie rozjebałbym mu łeb o blat

pomazanych ścian wir, zaburzony czas
teraz chcę być sam, telefon w końcu padł
poszarpany mam film, błyski wydarzeń
samotny sp-cer, nie wiem jak się tu znalazłem

widzę niewyraźnie, słyszę pisk
mimo świateł ciemno nagle, nie czuję nic
paraliż totalny, pada gęsty deszcz
niebieski sygnał, dźwięk syren, ktoś tu jest

błogi bezruch, plecami do ziemi
seria pytań bez odpowiedzi, brak reakcji źrenic
zapach mocnej chemii, silnika zapłon
chyba gdzieś jedziemy, igła mi przebija dłoń

zasypiam albo zasnąłem dawno
korytarz pełen lamp jasnych bardzo
wszyscy pędzą nerwowo, nie wiem co ze mną
każde słowo tu zebranych to bełkot

powietrza haust, nie do opisania ból
zewsząd rytmiczne odgłosy aparatur
zero pauz, to piekło chyba, wbity venflon
w żyłach morfina płynie, dajcie mi zdechnąć

sztywny kark mam, brak ruchu warg
szepczą lekarze w duchu, że miałem fart
druga szansa, diagnoza padła
zapomnij o melanżach, kolejnym razem będzie piach

twarze niewyczekiwane są tu
pozostałym coś wypadło po prostu
nie wiem jaki jest dzień, widzę miliardy zdjęć
w głowie robię remanent, kilogramy prochów do snu

obiecuję sobie, kiedy wyjdę stąd będzie idealnie
rzucę pogoń za hajsem, cały ten owczy pęd
będę czysty jak abstynent, zmienię się całkiem

na pusty żołądek znowu tiger
za okno leci pet, zapierdalam autem
szary bajzel równo barwią latarnie
późno jest, biorę żarcie w mc drive’ie

[tekst i adnotacje na rap g*nius polska]

- ramahof كلمات اغنية

عشوائي